Pechowo w Moście

Pechowo w Moście | 15.07.2009

64b486bf141075ec7e0eb3e734a95ca2

 

Zespół G&M w dobrych nastrojach i z wielkimi nadziejami wyruszył na kolejną rundę na zagranicznym torze w czeskim Moście. Nic jeszcze nie wskazywało wtedy na to, że podczas wyścigu Superbike rozegra się dramat, którego skutki zawodnicy tego zespołu odczuwać będą długo.
 
 
 
Daniel Mańkowski
 
Mimo iż czeski tor Most jest moim ulubionym, wyjątkowo tego roku odczuwałem pewien wewnętrzny niepokój przed samym wyjazdem. Dodatkowo z powodu braku nacinanych opon oraz za namową Sławka musiałem zmienić klasę z Superstock 1000 na Superbike. Na torze zameldowaliśmy się w nocy z środy na czwartek. Oczywiście od początku panowała bardzo miła i sympatyczna atmosfera. Same treningi nie szły mi najlepiej i daleko było mi do zeszłorocznego rekordu okrążenia. Praktycznie na ostatnim wolnym treningu zdecydowałem się na zmiany ustawień zawieszenia, co zaowocowało olbrzymim postępem – zmniejszeniem czasu okrążenia aż o cztery sekundy. Podczas kwalifikacji było jeszcze lepiej, bo urwałem kolejne 4 sekundy i byłem już szybszy o 2 sekundy w stosunku do zeszłego roku. Po pierwszej kwalifikacji byłem szybszy od Adama Kropiwnickiego i znalazłem się tuż za Mariuszem Grandysem. W drugiej kwalifikacji nieznacznie poprawiłem swoją czasówkę zaś Adam mocno poszedł do przodu przeskakując o kilka pozycji przede mną. Dało mi to znakomite pole startowe (6 linia na 8 w klasie Superbike). Bardzo mnie to cieszyło, ponieważ jako jeden z nielicznych startowałem praktycznie seryjnym motocyklem. Nic nie wskazywało na to, że kolejnego dnia rozegra się prawdziwy dramat naszego zespołu. Start do wyścigu wyszedł mi idealnie. Niestety na wejściu w pierwszy zakręt zostałem potrącony przez jednego z zawodników i straciłem panowanie nad motocyklem. Motocykl zmienił tor jazdy i mknąc po przekątnej nitki toru wjechałem wprost na nadjeżdżającego Sławka. Obaj kozłując wylądowaliśmy na żwirowym wybiegu. Po zatrzymaniu się zauważyłem, że obok mnie leży Sławek i nie podnosi się. Podbiegłem do niego. Dosłownie 3 sekundy później koło nas była już pomoc medyczna. Kiedy przewieźli nas do punktu medycznego na terenie toru pierwszą diagnozą było złamanie ręki. Sławek został przewieziony do pobliskiego szpitala. Szybko spakowaliśmy motocykle i pozostały osprzęt, aby jak najszybciej dotrzeć do szpitala. Na miejscu okazało się, że złamań jest jeszcze więcej. Następnego dnia, po serii nocnych badań dowiedzieliśmy się, że poza skomplikowanymi złamaniami ręki, obojczyka, siedmiu żeber Sławek ma również przebite płuco. Ten fakt uniemożliwiał przetransportowanie go do polskiego szpitala, nawet specjalistycznym środkiem transportu. Kolejnego dnia na miejscu pojawiła się już rodzina Sławka. To bardzo trudny dla nas sezon. Teraz, bardziej od walki sportowej liczy się dla nas walka Sławka z jak najszybszym powrotem do zdrowia i pełnej sprawności. Wiemy już, że potrwa to naprawdę długo. Największym dramatem w całym tym nieszczęściu jest niemożliwość powrotu do pracy, przez co sytuacja finansowa Sławka jest naprawdę fatalna.Wszyscy, którzy chcieliby pomóc proszeni są o wpłaty na konto: Sławomir Grausam, Kredyt Bank S.A. 47 1500 1038 1010 3205 6550 0000
 
Sławomir Grausam
 
Tor Most jest moim ulubionym obiektem w wyścigowym kalendarzu WMMP. Wybrałem się tam z nadzieja na kolejne podium. Na miejsce dojechałem w środę w nocy. Jak zwykle od samego początku panowała miła atmosfera w naszym garażu. Treningi przebiegły bez większych komplikacji. Po kwalifikacjach zająłem niezłe, 13 pole startowe. Czas, który uzyskałem podczas treningów kwalifikacyjnych był lepszy o ponad sekundę od zeszłorocznego rekordu.
W niedzielę na po rannej sesji treningowej pojawiła się drobna awaria motocykla – spadła opaska zaciskowa z przewodu układu chłodzącego i do boksu zjechałem z pełną wody dolną owiewką.
Awarię udało się dosyć szybko usunąć i mogłem stanąć do wyścigu. Samego wyścigu praktycznie nie pamiętam, ponieważ już na pierwszym zakręcie zostałem mocno potrącony i wyleciałem z toru. Pamięć zaczęła wracać dopiero w szpitalu drugiego dnia. Po tygodniu spędzonym w czeskim szpitalu zostałem przetransportowany do Polski gdzie po kolejnym tygodniu przeszedłem operację.
 
 
Na zakończenie chcielibyśmy bardzo podziękować tym, którzy wierzyli w nas i wspierali od samego początku: rodzinie, przyjaciołom i sponsorom:

- MS MOTO wyłącznemu dystrybutorowi na Polskę marek Roleff i Romer www.motokaski.com
- PLATINUM OIL  http://www.platinumoil.eu
- GURT MAX www.gurt-max.pl
- RED BULL www.redbull.pl